Dlaczego diagnostyka boreliozy jest tak trudna?
Czy wiecie, że kilka lat temu, gdy czułam się dosłownie wrakiem człowieka i szukałam przyczyny mojego pogarszającego się stanu zdrowia, żadne badania nie wykazały zakażenia krętkiem Borrelii? Jestem przypadkiem bardzo ciężkiej neuroboreliozy, której nie potwierdziły konwencjonalne metody diagnostyczne, mimo, że objawy ewidentnie na nią wskazywały. Wykazał to dopiero biorezonans, on również pomógł mi odzyskać zdrowie.
Dlaczego rozpoznanie boreliozy jest tak skomplikowane?
Okazuje się, że krętki Borrelia bardzo sprytnie potrafią omijać zabezpieczenia naszego układu immunologicznego. Obecnie żadna ze znanych, akademickich metod diagnostycznych nie jest w stanie w 100% potwierdzić infekcji. Dlatego lekarz bierze pod uwagę ogólny stan zdrowia pacjenta i objawy, choć i one mogą być mylące zważywszy na mnogość i różnorodność symptomów.
Zacznijmy od początku. Wiele osób zwyczajnie nie pamięta ugryzienia kleszcza, a choruje na boreliozę. Czasami dzieje się tak dlatego, że chorobę przenoszą również nimfy kleszcza, a te mają wielkość ok. 1,5 mm, ciężko więc je zauważyć. Charakterystyczny dla zakażenia rumień wędrujący nie zawsze wystąpi – różne źródła podają, że pojawia się jedynie w 30 – 60% zakażeń. Jak więc się okazuje – można zachorować, zarówno nie kojarząc ukąszenia kleszcza, jak i nie odnotowując rumienia. Przyjrzyjmy się testom.
Badania serologiczne, czyli diagnostyka pośrednia
Najbardziej rozpowszechnione badania diagnostyczne w kierunku potwierdzenia choroby z Lyme to testy serologiczne – czyli odpowiedź naszego układu odpornościowego. Pokazują one, czy nasz organizm wytworzył przeciwciała w odpowiedzi na patogeny. Należy przy tym pamiętać, że przeciwciała wytworzą się dopiero po około 3 – 4 tygodniach od zakażenia. To tzw. okienko serologiczne i badania przeprowadzone w tym czasie będą niewiarygodne. Na początku pojawiają się przeciwciała w klasie IgM, których najwyższy poziom stwierdza się w 6 – 8 tygodniu po zakażeniu, po czym następuje stopniowy spadek ich miana. Po pewnym czasie trwania choroby organizm wytworzy przeciwciała w klasie IgG. Zarówno poziom przeciwciał IgM, jak i IgG może utrzymywać się latami, co niekoniecznie świadczy o aktywnym zakażeniu.
Do niedawna do tego typu diagnostyki zalecany był przesiewowy, immunoenzymatyczny test ELISA. Obecnie stracił on na wiarygodności, gdyż czasami, ze względu na różnorodne reakcje krzyżowe (m.in. w przypadku chorób wirusowych), pokazuje wyniki fałszywie dodatnie. Należy też mieć świadomość, że w Europie występują różne odmiany krętków Borrelii, a test może opierać się tylko na jednym/dwu z nich. W tej sytuacji zarażony pacjent może wytworzyć przeciwciała w odpowiedzi na antygeny inne, niż wykorzystane w teście i uzyska wynik fałszywie ujemny. Reasumując: zakłada się, że wykrywalność badania Elisa to ok. 30 – 40%.
Dlatego jako test potwierdzenia wykonuje się badanie typu immunoblot o większej czułości, np. Western-blot, którego wykrywalność wynosi około 80%. Niemniej i w tym wypadku można uzyskać fałszywe wyniki. Często bowiem krętki Borrelia obecne w organizmie łączą się z przeciwciałami wytwarzanymi przez układ odpornościowy, tworząc tzw. kompleksy immunologiczne – i w takiej postaci są niewykrywalne w tradycyjnych testach serologicznych, jak Elisa czy Western-blot.
Niektóre laboratoria wprowadziły więc badanie Krążących Kompleksów Immunologicznych (KKI). Test uchodzi za metodę uzupełniającą diagnostykę choroby z Lyme i polega na procedurze rozbijania tzw. krążących kompleksów immunologicznych. Zastosowana technika uwalnia związane wcześniej przeciwciała, co umożliwia oznaczenie ich metodą Western Blot. Jak pokazują badania – krążące kompleksy immunologiczne w boreliozie wykrywane są nawet w 80% próbek surowic pacjentów z negatywnymi wynikami testów ELISA i Western-blot! Metoda KKI jednak nie jest honorowana w lekarskim środowisku, z wyjątkiem lekarzy ILADS.
Innymi metodami pośrednimi, mającymi zastosowanie w diagnostyce boreliozy są testy oparte na ocenie swoistej odpowiedzi komórkowej limfocytów T (jak LTT czy EliSpot). Badanie LTT borelioza, czyli test transformacji limfocytów ma pokazać reakcję tychże komórek układu immunologicznego na antygeny krętkowe in vitro (w warunkach hodowli). Mówiąc prościej – metoda ta ma wykazać, czy nasz układ odpornościowy miał styczność z drobnoustrojem Borrelia. Wynik dodatni zatem poświadczy o kontakcie, ale nie potwierdzi aktywnej choroby. Niektóre badania sugerują, że wynik testu LTT może być obarczony mianem fałszywie dodatnim. Dlatego metoda ta nie jest oficjalnie zalecana w diagnostyce boreliozy.
Badania bezpośrednie
Metody bezpośrednie to wykrywanie DNA i antygenów krętkowych oraz techniki mikroskopowe (badania histopatologiczne). Bakterie Borrelii można izolować z płynu mózgowo-rdzeniowego, stawowego, z surowicy, a także ze zmian skórnych. Największe szanse na miarodajny, pozytywny wynik daje próbka pobrana ze skóry z charakterystycznym rumieniem (50 – 85 %). Metody te są o tyle zawodne, że bakteria nie zawsze występuje akurat w miejscu pobrania materiału z organizmu człowieka.
Technika biologii molekularnej, czyli badanie PCR z kolei polega na wykrywaniu obecności krętków kleszczowych w organizmie pacjenta na podstawie testu DNA. Test umożliwia znalezienie materiału genetycznego bakterii i uchodzi za wysoce czuły, może jednak dawać wynik fałszywie pozytywny, jeśli w organizmie pozostały martwe patogeny – zwalczone przez układ odpornościowy lub po kuracji antybiotykami. Ponadto wynik pozytywny nie przesądza jeszcze o tym, że w organizmie toczy się aktywne zakażenie, i odwrotnie ‒ negatywny nie gwarantuje, że do zakażenia nie doszło. Zdarzają się błędne wyniki testu PCR, wynikające z reakcji krzyżowej na inne patogeny, np. wirusa Epsteina-Barr, cytomegalowirusa czy wirusa opryszczki.
Inne badania
Do niedawna sądzono, że badanie z surowicy – CD57, określające poziom limfocytów NK – czyli tzw. Natural Killers odzwierciedla, czy w organizmie toczy się przewlekła borelioza. Wskazywać na nią miało obniżenie populacji tych ważnych komórek układu odpornościowego. Jednak nowe badania sugerują, że takie zjawisko może występować również w innych przewlekłych chorobach, dlatego obecnie test uznaje się za mało przydatny.
O czym jeszcze warto pamiętać?
Niektóre osoby, mimo uciążliwych objawów, nie wytwarzają przeciwciał ani w klasie IgG, ani IgM – to tzw. borelioza seronegatywna. Są też tacy, u których testy wykazują wysoki poziom przeciwciał, ale nie rozwijają symptomów chorobowych, bo ich sprawny układ odpornościowy zwalczył zakażenie. Dlatego do każdego pacjenta należy podchodzić indywidualnie.
Jak widzicie, pomimo ciągłego postępu – diagnostyka w kierunku boreliozy nadal jest trudna, a świat medyczny nie dysponuje testem o 100% czułości i wiarygodności. Co zatem robić? Powtarzać badania do skutku lub szukać innych, alternatywnych metod diagnostycznych.